Przejdź do

Wojna na Ukrainie a branża rowerowa w Polsce – dlaczego rowery wciąż drożeją?

Od ponad dekady obserwujemy galopujący wzrost popytu na rowery, zwłaszcza elektryczne. Dotyczy to nawet krajów wybitnie „rowerowych”, jak Holandia czy Austria – liczba sprzedanych rowerów elektrycznych we Wiedniu w ostatnim roku kalendarzowym wzrosła o niemal 50% w porównaniu z rokiem poprzednim!

Zjawisko ciekawe zważywszy, że rowery drożeją skokowo i nieustannie od dwóch lat, sami sprzedawcy i hurtownie przyznają, że nie nadążają za zmianami cen poszczególnych komponentów. Tak dynamicznej sytuacji na rynku rowerowym nie było jeszcze nigdy w historii.

Gwałtowny wzrost sprzedaży rowerów elektrycznych w ciągu ostatnich kilku lat pomimo mocno rosnących cen to skutek rosnącej świadomości społecznej: nie tylko politycznej, ale i ekologicznej oraz coraz chętniej praktykowanego, szeroko pojętego wellness. Od czego zależały tak naprawdę fazy wzrostu cen rowerów i jak to się stało, że kupujących wciąż przybywa?

Na początku były korki.

Faza 1 – oszczędność czasu

Pierwszą fazą wzrostową w krzywej popytu na rowery w różnych zakątkach świata, jednak w różnym czasie, były korki i wzmożony ruch samochodowy. Kierowcy mający poczucie ogromnej straty czasu chętniej rezygnowali z codziennych dojazdów do pracy i po zakupy na rzecz innych środków lokomocji, które umożliwiały ominięcie zakorkowanych ulic. Znaczącą przewagę dla tego typu kierowców od zawsze miały rowery elektryczne, które są opcja dla wszystkich niezależnie od stanu kondycji fizycznej czy wieku.

Warto przeczytać:

Poprawa kondycji w gratisie.

Faza 2 – wellness

Bardzo szybko szeroko doceniono także poprawę kondycji po przesiadce z samochodu na rower. Przy obecnym trybie życia wielu ludzi nie znajdywało czasu na sport, a mobilność rowerowa czas na sport dała w zasadzie w gratisie, obok oszczędności czasu. Ponadto poprawiająca się kondycja najczęściej już po pół roku daje efekty w postaci poprawy sylwetki, nierzadko jej wysmuklenia; poprawę ogólnej morfologii krwi i stanu zdrowia. Ta faza pięknie wpisała się w ruch wellness, który zatacza coraz szersze kręgi wśród wszystkich grup społecznych. Bycie szczupłym jest modne. Bycie fit jest modne. Bycie eko jest modne. A za tą modą idą prawdziwie piękne wartości. Wellness to nie kolejna głupia moda, to piękne wartości, które niesie styl życia w zgodzie z potrzebami swojego ciała i ducha. Wszyscy bez wyjątku, czując się atrakcyjniej i mając więcej wigoru zatracają się bez pamięci w rowerowo-fitnessowej codzienności.

Pandemia.

Faza 3 – dystans społeczny

Kolejną fazę wzrostu wywołała pandemia. W czasie, gdy inne branże przeżywały kryzys, producenci rowerów mieli pełne ręce roboty. Narzucenie dystansu społecznego zachęciło kolejnych niezdecydowanych, najczęściej użytkowników transportu publicznego, do zakupu roweru elektrycznego. Do magii elektromobilności „wciągnięci” zostali także fani basenów, siłowni i sal fitness, które w czasie pandemii były zamknięte, a ich użytkownicy poszukiwali sportu, który bez przeszkód mogli uprawiać na świeżym powietrzu i bez ograniczeń.

Warto przeczytać:

Załamanie łańcucha dostaw z Chin

Faza 4 – faza największego wzrostu cen osprzętu rowerowego

Wzrost popytu na rowery elektryczne po wybuchu pandemii jeszcze bardziej obciążył już i tak spowolnione samą pandemią łańcuchy dostaw markowych części. Większość topowych marek producentów silników, baterii czy osprzętu przybywa do Europy z Chin, których moce przerobowe w czasie pandemii spadły do około 30%. Gdy podaż jest niska, a popyt wysoki – ceny nieuchronnie rosną. Ceny zarówno komponentów, jak i ich załadunku i transportu do Europy.

Wojna na Ukrainie.

Faza 5 – wzrost cen paliw

Ostania faza wciąż trwa, jednak od maja/czerwca ceny skoczyły kolejny raz, tym razem ze względu na drożejącą benzynę. Największą składową (ponad 60%) ceny benzyny jej koszt jej zakupu w rafinerii. Pozostałe to akcyza, VAT, opłata paliwowa i emisyjna oraz na końcu marża stacji. Polska, jak i większość innych krajów europejskich, a także Stany Zjednoczone na bieżąco kupuje paliwa, gdyż nie jest w stanie samodzielnie pokryć własnego zapotrzebowania. Większość tego zapotrzebowania do tej pory pokrywały paliwa pochodzące z Rosji, których transfer jest wysoce niestabilny. Najprościej mówiąc, wszystkim grozi deficyt paliwowy. Jest to koszt wojny, a potencjalny brak importu z Rosji do Europy będzie wpływał na wahania giełdowych notowań paliw.

Im droższa będzie benzyna, tym jeszcze bardziej opłacalny będzie zakup roweru elektrycznego nawet przy drożejących cenach jego zakupu.

Warto przeczytać:

Ruch MySanctions – rower symbolem kampanii przeciw wojnie

Faza 6 – „antyputin stuff”

Ostatnia faza wzrostu cen rowerów elektrycznych, czyli wojna na Ukrainie i wzrost cen paliw może okazać się najbardziej długotrwała i symboliczna w historii. Pomijając kwestię cen benzyny i oszczędności wynikającej z przesiadki ze samochodu na rower elektryczny, pozostaje kwestie etyki i społecznego poczucia sprawczości. Właśnie do nich odwołuje się europejska inicjatywa mysanctions – społeczna kampania promująca używanie roweru tak często, jak się tylko da, ze względów politycznych i humanitarnych. Twórcy kampanii logicznie wysnuli jeden oczywisty fakt – im więcej kupimy paliwa z Rosji, tym Putin ma więcej pieniędzy na prowadzenie wojny na Ukrainie.

Oczywiście, kwestia znaczenia tych społecznych wyborów zależy od ich masowego charakteru. Jednakże wizja roweru jako symbolu wyzwolenia, jako wyrazu naszego osobistego sprzeciwu wobec rosyjskiej agresji zaczął działać – inicjatywa spotkała się z szerokim uznaniem społecznym. Także wśród polityków – pierwszy raz w historii rządzy europejskie za swoje pieniądze nie promują kupna samochodów – także w Polsce część budżetu została przeznaczona na kampanię mysanctions. Tym samym zmienia się ranga roweru. W zasadzie to skoczyła kilka poziomów w górę.

Co nas czeka w przyszłości?

Wedle prognoz PwC europejski rynek elektrycznych rowerów wzrośnie do 2025 r. do 25 mld euro. To o ponad 100 proc. więcej niż obecnie. Ceny? Nie owijając w bawełnę, też będą rosnąć. Mając tego świadomość wielu Klientów kupuje rowery już teraz. Polskie marki, jak np. wyróżniony Orłami Branży Rowerowej polski producent Muvike – umożliwia wielu zainteresowanym klientom, których nie stać na jednorazowe wyłożenie kilkunastu tysięcy złotych – zakup elektrycznego roweru lub hulajnogi w leasingu lub na raty.  Powstają też firmy, jak Less Bike (dawniej Groclin), które zamierzają ułatwić masowe korzystanie z rowerów elektrycznych omijając ich wysokie ceny – wprowadzając programy subskrypcji na elektryczne rowery, podobnie jak najem samochodowy. Jest szansa, że nowatorska usługa rozszerzy rowerową rzeczywistość jeszcze bardziej. Niech się więc dzieje. Oszczędzajmy, dbajmy o siebie i pokażmy, każdy z osobna, Putinowi to, co niegdyś Kozakiewicz. Razem mamy wielką siłę. Trzeba tylko w nią uwierzyć.